niedziela, 25 października 2020

Rozważania przy porannej kawie...

 


Niby nic się nie zmieniło, a jednak nie tylko ja czuję, że jest inaczej. Siedzimy w domach, nałogowo czytamy, słuchamy wiadomości  na temat koronawirusa i ilości osób zakażonych. Boimy się o swoją przyszłość...A przecież wszystko działało tak świetnie. I nagle przestało...Trudno nam to ogarnąć. Mijają kolejne tygodnie a nawet miesiące. I mam wrażenie, że znaleźliśmy się w próżni. To taki moment zawieszenia, między dwoma odległymi światami. Nie jesteśmy już w tym, który znamy, który do niedawna funkcjonował, a tego popandemicznego świata jeszcze nie widać . Jesteśmy zawieszeni w jakiejś cholernej próżni i nie bardzo wiemy co z tym zrobić. Nie byliśmy na to przygotowani ani praktycznie ani tym bardziej mentalnie. Żyliśmy sobie w swojej jak nam się wydawało bezpiecznej bańce nie myśląc o ewentualnych zagrożeniach. Stąd trudności adaptacyjne. Wystarczyło zatrzymać kołowrotek, w którym biegaliśmy, by okazało się jak nasze życie jest nawykowe. Jak bardzo jesteśmy przywiązani do swoich utartych ścieżek. Jak bardzo je spłyciliśmy. Wartości współczesnego świata którym hołdowaliśmy okazały się kruche, jednak nie mamy alternatywy. Będziemy teraz potrzebować mądrości, miłości i odwagi, aby ułożyć to wszystko na nowo. Miłość i odwaga to to, czego obecnie potrzebujemy. Miłość sprawia, że na wiele spraw patrzymy  nie tylko przez pryzmat opłacalności i korzyści, ale też przez pryzmat troski. Odwaga sprawia, że nie boimy się wykraczać poza utarte ścieżki by szukać innego sposobu na życie. Mam też taką cichą nadzieję, że efektem ubocznym tej pandemii będzie wzrost poziomu empatii i zwiększenie otwartości na drugiego człowieka ...

piątek, 23 października 2020

Zakopower - Hej, Hanno!

 


No to mamy to...

 


W ciągu pięciu lat swoich rządów, PiS zdążył już zlikwidować dostęp do antykoncepcji awaryjnej,       a państwowy program refundacji in vitro zastąpił naprotechnologią, w praktyce sprowadzającą się do regularnej modlitwy i prowadzenia  e-kalendarzyka. Obóz Zjednoczonej Prawicy walczy z edukacja seksualną w szkołach, z edukacją w ogóle ...jak się zastanowić to tak naprawdę żyjącym w Pislandzie edukacja wcale nie jest potrzebna i można by na niej zaoszczędzić. Wystarczy, że mamy Kościół i cywilnego przewodnika stada ...przecież oni wiedzą co dla nas dobre, a co lepsze, jak ma być i gdzie jest najwłaściwsze miejsce każdej owcy w stadzie i który baran, ma stanąć w którym rzędzie... ale nim doprowadzą nas do "krainy szczęśliwości" muszą nas nauczyć posłuszeństwa i karności. Coronavirus im w tym sprzyja. I tak antykoncepcja jest be, przylać kobiecie raz to nie grzech, a tym bardziej nie jest to żadna tam przemoc w rodzinie  a teraz jeszcze to ...Pisowski Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy dotyczące aborcji w przypadku ciężkich i trwałych  wad płodu za niekonstytucyjne. Tym samym uznano, że aborcja z przesłanek embriopatologicznych jest nielegalna.  Polkom odebrano możliwość przerywania ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. I coś mi się wydaje ,że to jeszcze nie koniec walki z kobietami ...ciąg dalszy nastąpi.

Swoją drogą organizowanie takich głosowań w samym środku szalejącej pandemii jest aktem wielkiego politycznego wyrachowania!

środa, 21 października 2020

Na dzień dobry...

 


Jedyny gość, który dziś zajrzał by zapytać jak się miewam ... 😃

Jack Savoretti - Breaking The Rules


 

Wielki... mały format. czy to ma jakies znaczenie ?

 

Gdyby epidemia covida wydarzyła się 30-40 lat temu, nie miałaby tak katastrofalnych skutków gospodarczych, ekonomicznych a i ludzie psychicznie znosili by ją lepiej. Nie było Internetu, nie było globalizacji, wszystko działo się  dużo wolniej, trudno było wzbudzić panikę. A tak pandemia choroby zamieniła się w pandemię strachu... a z zamrożenia gospodarki, poniesionych w związku z pandemią kosztów przyjdzie się nam długo leczyć. Tymczasem wydaje się, że tak czy inaczej to nie jest zwykły kryzys a raczej czas totalnej zmiany. Podczas gdy szarzy ludzie zajęci są pandemiczną codziennością czyli wszystkim co się z nią wiąże... pikującymi w górę statystykami zakażeń i zgonów, strachem przed znalezieniem się tak w jednym, jak i w drugim słupku  tych wykazów...  niepostrzeżenie w tle dokonuje się zmiana dotychczasowego porządku naszego świata.  Jeśli odrzucić tezę , że pandemia została wywołana celowo by dokonać globalnych zmian to z całą pewnością skutkiem jej pojawienia się będą globalne zmiany. Tymczasem w mikro skali /choćby tylko naszego państwa/ gdy najistotniejsze podczas pandemii słupki rosną...panuje absolutny chaos, brak poczucia bezpieczeństwa, brak jakiegokolwiek planu, gra pozorów trwa. Tak przy okazji  boleśnie unaocznia się nam kolejna rzecz a mianowicie jak bardzo brakuje nam naprawdę kompetentnych i charyzmatycznych    ludzi u sterów jak też i to, że w elitach rządzących nie mamy mężów stanu z prawdziwego zdarzenia. W ławach rządowych jak i opozycyjnych nie ma już ani jednej postaci, która by miała charyzmę i moralny autorytet, wystarczający, by zachęcić naród do czegokolwiek. Pogrążamy się w pandemicznym chaosie a to myślę mocno weryfikuje Polakom ich dotychczasowe postrzeganie elit politycznych. Mam nadzieję, że szerokim masom otwierają się oczy... choć to znaczyłoby,  że jak zwykle "mądry Polak po szkodzie", ale z drugiej strony lepiej późno niż wcale.  Naszym państwem kieruje lider partyjny będący w strukturze państwa jednym z posłów. Dopiero niedawno mianował się  wicepremierem. Co nie przeszkodziło mu jednak szybko pod osłona covida ponownie wycofać się na "z góry upatrzone pozycje"...czyli na bezpieczne zaplecze. Bo to tchórz, który wybiera przysłowiowe gorące węgle z pieca cudzymi rękoma by tak naprawdę nie ponosić żadnej odpowiedzialności. Nie można mu odmówić pewnej wizji: państwa skutecznego, ale niestety z cechami autorytaryzmu, funkcjonującego w oparciu o metody manipulacyjne i zblokowaną propagandę, nastawionego na doraźne łatanie dziur i myślenie w perspektywie najbliższych wyborów, bez liczenia się z postępującą izolacją w stosunkach zewnętrznych. Niestety bez mocnej pozycji międzynarodowej, budowania trwałych sojuszów i utrwalania zaufania nie ma perspektywicznej polityki, a co za tym idzie... prezes nie uzyskał i nie uzyska papierów na męża stanu. Z reguły wybitni politycy, mężowie stanu byli premierami czy prezydentami; pytanie, czy na taką notę może zasłużyć polityk sprawujący rządy z tylnego siedzenia?  Niewątpliwie, byłby to ewenement na skalę światową. Wokół nie widać jednak konkurencji. Polityk/Marionetka a więc taki, którym ktoś tam steruje, sam sobą nic nie reprezentuje. Polityk/Żołnierz czyli taki, który ślepo wykonuje czyjeś rozkazy i broń  boże nie wychyla się. To typy polityków preferowane obecnie na naszej rodzimej scenie politycznej. W partiach, nie tylko rządzącej, ale i tych w opozycji praktykowany jest odsiew ewentualnych rywali, co jak widać skutecznie pozbawia te ugrupowania intelektualnej potencji. Ponadto, brutalne metody i wulgarny leksykon charakteryzujący dzisiejszy świat polityczny oddala ludzi, zwłaszcza młodych i wykształconych od polityki, pozostawiając wolną przestrzeń dla różnych arywistów i nieudaczników, którym z braku odpowiednich kwalifikacji nie udało się zaistnieć na płaszczyźnie zawodowej. W ten sposób, gdy kryterium lojalności odsuwa na bok wymóg kwalifikacji, świat polityki pogrąża się w przeciętności i daje upust w nienawistnych kampaniach i antyelitarnych emocjach. No i mamy to co mamy. Na zdrowy chłopski rozum nie możemy teraz oczekiwać od takich małoformatowych polityków, że w dobie pandemicznego kryzysu ogarną cały ten bajzel i możliwie najmniej wyboistą drogą poprowadzą nas ku lepszej przyszłości. 

Czy to się kiedyś zmieni? Czy społeczeństwo zdoła wyłonić z siebie liderów na miarę obecnych wyzwań, gdy zmienia się porządek świata, a wszyscy szukają swego miejsca w nowym rozdaniu. Nie wiem...dlatego i tym razem muszę zakończyć swoje dywagacje lapidarnym stwierdzeniem... Czas pokaże.


sobota, 17 października 2020

Kryzys dobra lekcja życia...


Czy jesteś przygotowana/przygotowany na kryzys?  Czy masz w związku z taką ewentualnością jakąś alternatywę dla siebie?

Świat rozwija się w cyklach :

1/ Ciężkie czasy tworzą twardych ludzi,

2/ Twardzi ludzie tworzą dobre czasy,

3/ Dobre czasy tworzą słabych ludzi,

4/ Słabi ludzie tworzą ciężkie czasy.

Panika nie jest dobrym doradcą. Podobnie lekceważenie problemu i udawanie, że  on nie istnieje  może być nawet gorsze od paniki. To jak teraz żyć w świecie, w którym wszystko się tak dynamicznie zmienia? Czy ten kryzys może nas czegoś nauczyć? Pewnie może ...warunek czy będziemy chcieli się uczyć. Nasz teraźniejszy kryzys tak naprawdę nie zaczął się od wirusa...Kryzys zaczął się od owczego pędu, od kiedy uwierzyliśmy w bajki mówiące o łatwym i beztroskim życiu. Kryzys wynika z naszej ignorancji. Pandemia nabiera rozpędu , robi się coraz bardziej nieciekawie, wszelkie działania podejmowane są dość chaotycznie, metodą prób i błędów. Wyłażą na jaw wszystkie niedostatki systemowe, brak wcześniejszego perspektywicznego myślenia, czasem logiki, umiejętności przewidywania, brak wypracowanych alternatywnych rozwiązań.   Przez ostatnie lata, celem naszego życia była ciągła optymalizacja. Ludzie inwestowali w swój rozwój, ucząc się technik zarządzania czasem. Mieliśmy bzika na punkcie czasu  i chcieliśmy wycisnąć maksimum z każdej sekundy. No i zatraciliśmy się w tej optymalizacji. Póki świat był bezpieczny, a czasy spokojne, takie podejście wydawało się racjonalne. Problem w tym, że nagłych sytuacji i zwrotów akcji nie zawsze  jesteśmy w stanie przewidzieć, a co gorsze wydaje się , że przestaliśmy brać takie możliwości pod uwagę. Nasze babcie były mądrzejsze. Suszyły chleb na kominku, bo doświadczyły głodu w czasie wojny. Robiły zapasy jedzenia, bo nigdy nie były pewne, co przyniesie kolejny dzień. Chowały pieniądze w materacu na czarną godzinę itp.  Śmialiśmy się z zachowań własnych babć.  Wszystko co stare zaczęło się wydawać zbędne, anahroniczne. Wojna się przecież skończyła. Półki sklepowe uginają się pod ciężarem produktów. Żyjemy w świecie dobrobytu. Po co się martwić jutrem? Zachłysnęliśmy się nowoczesnością. Nasz styl życia to życie na kredyt. Staraliśmy się przekonać samych siebie, że nie musimy nic posiadać, ale możemy wszystkiego używać. Samochody na minuty, hulajnogi porozrzucane po całym mieście, rowery, które można zostawić na każdym rogu. Takie życie wydawało się nam wygodne. Jednak bywa niebezpieczne. Jakoś tak szybko zapomnieliśmy, że jeżeli coś jest dobre dla wszystkich, to nie jest dobre dla nikogo. Jeżeli każdy może czegoś używać, to nikt tak naprawdę nie jest za to odpowiedzialny. Socjalizm się nie udał. W nowej wersji to też nie wyjdzie. Wygoda nie zawsze jest racjonalna i bezpieczna, dość często bywa też ryzykowna i zdradliwa. Nasz świat to świat jednorazówek...  nie naprawiamy tego, co się zepsuło. Łatwiej i szybciej jest to wyrzucić i zamienić na nowe. I to nie ma znaczenia, czy chodzi o pralkę, czy o  małżeństwo. Po co  naprawiać?  Wolimy wyrzucać i zmieniać na nowe. Nie widzimy nic złego w ciągłej konsumpcji. Przyzwyczailiśmy się do życia w dobrych czasach. Świat zaczął się nam wydawać prosty   i przewidywalny. Czuliśmy się panami życia i śmierci a z dostępem do internetu niezwyciężeni. Zaczęliśmy tworzyć iluzję rzeczywistości. Pokazywać tylko to, co piękne i błyszczące. Uciekać myślami od tego, co brzydkie, smutne i rozczarowujące. Uciekamy od porażek...  i  właśnie przez to, przestaliśmy uczyć się na własnych błędach, tracimy instynkt samozachowawczy. Ludzie w dzisiejszym świecie są słabi. Łatwo się poddają. Łatwo załamują ręce i liczą na to, że ktoś rozwiąże ich problemy za nich. Nawet idąc do psychologa, oczekują najczęściej, że to on przejmie odpowiedzialność za ich życie. Oczekują tabletek, gotowych recept i rozwiązań, które w błyskawiczny sposób rozwieją ich troski. Prawda zaś jest brutalna...nic z tego !  Covidowy kryzys, który spadł na nas jak grom z jasnego nieba obnażył nasze słabości, naszą ignorancję, zarozumiałość, krótkowzroczność itp. Pokazał nam też, że wprawdzie nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć... ale jeśli bierzemy pod uwagę różne ewentualności, które mogą nas spotkać to możemy się  jednak na wiele przygotować i mieć jakąś alternatywę. Tym razem ten egzamin wypada słabo.Miejmy nadzieję, że obecna sytuacja będzie dla nas wystarczającym wstrząsem i sygnałem ostrzegawczym na przyszłość. Niewiele wiemy jeszcze o świecie. Im bardziej jesteśmy czegoś pewni, tym bardziej życie może nas zaskoczyć. Świat przecież zmienia się dynamicznie, o czym przez ostatnie lata staraliśmy się zapomnieć. Może czas powrócić choć trochę do korzeni i posłuchać babć, które były od nas mądrzejsze w tym obszarze ? 

Czy i po tej pandemii  odrodzimy się mądrzejsi i silniejsi ?... czas pokaże.




piątek, 16 października 2020

Deszczowy październik...


 Połowa października a kasztany wiszą na drzewach ... niebywałe . W parku dominuje jeszcze zieleń ...wody wydaje się być już w nadmiarze ... ciągle chłodno i mokro ... Podczas spaceru  ręce mi dziś zgrabiały a nos mało nie odpadł ... 😃

czwartek, 15 października 2020

Władza nęci, kusi, mami...

 


Władza...wszechobecna: działa w społeczeństwie, pracy, szkole, bliskich relacjach.  

Okazuje się, że zdecydowana większość ludzi ulega czarowi władzy, bo ta daje natychmiastowe korzyści. Zaraz po jej przejęciu człowiek dostaje ze świata zewnętrznego dużo sygnałów, że jest supergościem. Wielu ludzi go komplementuje, chce się z nim przyjaźnić, zaprasza, obdarowuje, dużo wokół niego się dzieje.   Chcesz kogoś poznać, daj mu władzę – mówi porzekadło. Psychologia  je potwierdza, zwracając uwagę na to jak  radykalnie zmiania się zachowanie człowieka po tym, jak tę władzę uzyskał. Ludzie stają się wtedy pewni siebie, trzymają innych na dystans, koncentrują się na sobie, gdy coś idzie nie po ich myśli, wpadają w furię, pozwalają sobie na otwarte ujawnianie emocji. Ten stan trafnie oddaje inne określenie: woda sodowa uderzyła mu do głowy.Badania pokazują, że gdy aktywizuje się poczucie władzy, to pojawia się podwójna moralność, podwójne standardy. I tak np posłowie deklarują walkę z oszustami, a sami oszukują, lecąc do Madrytu tanimi liniami, podczas gdy rozliczają wyjazd jako podróż samochodem.Mówi się, że władza deprawuje. Niestety dużo w tym prawdy. Ludzie władzy postrzegają innych jako podporządkowanych   i zaczynają patrzeć na świat z perspektywy kota, a nie myszy. A jak już człowiek staje się tym mentalnym kotem, to uważa, że wolno mu więcej. Powód dla którego ludzie sięgają po władzę ? To na pewno nie "odpowiedzialność"...  Wyciągają po nią ręce ze względu na możliwości, jakie im daje. Widzą przede wszystkim profity: wysokość zarobków, samochód do dyspozycji itp., rzadziej kieruje nimi potrzeba rozwoju np kraju, firmy czy podwładnych. Oczywiście, istnieją liderzy, którzy sięgają po władzę dla realizowania wartości, misji, ale jak wykazują badania ...to mniejszość. Henry Kissinger mawiał, że władza to najlepszy afrodyzjak, który przyciąga kobiety. Okazuje się, że mężczyzn do kobiet mających władzę już niekoniecznie. Na panów to tak nie działa😄 .Wiele badań pokazuje, że władza daje napęd i energię do działania, podnosi poziom optymizmu, poprawia samopoczucie, samoocenę i kreatywność.  Sprawowanie władzy daje korzyści. Największą jest to, że ludzie mogą wywierać wpływ na innych, zmieniać rzeczywistość w takim kierunku, jaki jest dla nich korzystny. Szkoda tylko, że nie myślą o tym, co zauważyła dopiero na zakończenie swojego premierowania Ewa Kopacz – że każda władza przemija. Rzadko kto myśli o długoterminowych konsekwencjach, bo dopóki ma wokół siebie admiratorów, rozsmakowuje się w sprawowanej funkcji    i nie widzi żadnych zagrożeń. Władza może dobrze wypełnić swoje zadania pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, nie może być pozostawiona sama sobie, bez kontroli. Po drugie, musi być otwarta na informacje zwrotne od „strony rządzonej”. To wszystko także dla jej dobra. Bo jeśli tych warunków nie uwzględnia, traci kontakt z rzeczywistością, realną ocenę sytuacji, traci przyjaciół itd. To są straty długoterminowe, o których rządzący rządząc nie myślą...

środa, 14 października 2020

Jonathan Roy - Keeping Me Alive

 


Nasze dziś... jutra jeszcze nie widać



Zasadniczo mamy dwie możliwe strategie podejścia do pandemii. Albo maksymalne spowolnienie czy też raczej zatrzymanie życia społecznego i gospodarczego, albo tzw. metoda brytyjska. A więc założenie, że swobodne rozprzestrzenianie się wirusa - z prognozą, że ostatecznie zachorować może nawet 70% populacji - doprowadzi do wystąpienia tak zwanej odporności stadnej. Czyli w zasadzie żyjemy "normalnie" nie szalejemy z testami bo i tak nie starczy ich dla wszystkich... szczególne środki ostrożności zalecamy stosować osobom z głównych grup ryzyka: powyżej 65 roku życia oraz cierpiącym na współistniejące choroby. Tyle że - no właśnie, to prawie wyłącznie na nich samych spoczywać ma odpowiedzialność za ich własne bezpieczeństwo. Ludzie ci mają się zatem izolować w świecie, w którym swobodnie rozprzestrzeniać się będzie choroba - i liczyć, że im się uda jakimś cudem nie zakazić no i przeżyć.  Powszechnego spowolnienia, a nawet zamknięcia doświadczyliśmy przez chwilę ...było trudno, ale coś za coś. Pozytyw... przystopowanie pandemii i możliwość zniesienia części restrykcji.  Niestety mamy ponowny tym razem poważniejszy wzrost zachorowań na covid, wprowadza się kolejne obostrzenia , ale wydaje się , że tym razem bardziej skłaniamy się już ku drugiej strategii. A więc już nie spowolnienie i zamknięcie bo to grozi gigantycznym kryzysem ekonomicznym i takimż krachem gospodarczym. Retoryka ekonomiczna zaczyna coraz bardziej przebijać się w tej chaotycznej walce z pandemią. W świecie, w którym żyjemy - jak już od dawna wiemy, ale dziś konsekwencje tego stają się klarowne i widoczne - podstawową wartością są pieniądze. Ich brak równa się nieistnieniu. Nie mając pieniędzy, nie generując dochodu, nie produkując niczego, nie sprzedając, nie zarabiając w żaden inny sposób, traci się w tym świecie wszelkie możliwości. Bo co, znowu, niczym serum prawdy epidemia wydobywa na powierzchnię...ano to, że cała społeczno-kulturowa rzeczywistość, w której żyjemy, podporządkowana jest wyłącznie jednej logice, logice rynku. Mam wrażenie ,że człowiek jest daleko na drugim planie. Dlatego taktyka radzenia sobie z pandemią ulega zmianie. Ekonomia to wymusza. Rządzący nie mówią tego wprost, ale to widać po wykonywanych ruchach.Gdy wsłuchać się w medialną narrację to słyszy się , że głównie umierają ludzie starzy i chorzy ...reszta/ istotna z ekonomicznego punktu widzenia/ pracuje, chodzi do szkoły czy przedszkoli...Najczęściej jest bezobiawowa albo lekko przechodzi zarażenie wirusem. Słyszycie, jak to brzmi? "Umierają głównie starzy i chorzy", nie ma sprawy, nie ma problemu. Na początku mieliśmy dziennie 200, 500 zakażeń i potrzebna była zbiorowa kwarantanna, zamknięcie, zatrzymanie gospodarki teraz dziennie mamy blisko 7000 i wystarczy nam tylko maseczka. Mało tego, mamy marsze antycovidowców, protesty przeciwko restrykcjom, obostrzeniom i maseczkom. Przebijająca się do ludzi opowieść o populacyjnej odporności, prymacie ekonomii nad zdrowiem i życiem osób starszych i chorych - czyli takich, które już wcześniej były w tym systemie na kompletnym marginesie - oznacza jedno. Bez owijania w bawełnę oznacza to brutalną walkę o przetrwanie, w której wygrywa silniejszy, sprawniejszy, lepiej odżywiony, a także, w ostatecznym rachunku: bogatszy, dysponujący lepszym dostępem do medycznych świadczeń.Owszem, jest to opowieść o wyjątkowo uwodzicielskiej sile. Zwłaszcza jeśli należy się do tych silnych i lepiej odżywionych. Rzecz w tym, że za anonimowymi liczbami stoją całkiem realne ludzkie historie. Czy naprawdę można dziś na serio przekonywać, że starzy i chorzy, no cóż, muszą umrzeć za cenę „odporności stadnej”? Oficjalnie i wprost nie...To wydaje się być bardzo nieetyczne... ale jednak etyka w zderzeniu z ekonomią wydaje się stać na spalonej pozycji. Obawa , że ślepa logika silniejszego, weźmie górę nie jest znowu taka pozbawiona sensu ...  a scenariusz  w którym starzy i chorzy mają umrzeć, żeby młodzi i silni mogli dalej napędzać tę machinę staje się coraz bardziej realny ...


 

Ciągle pada ...


 a skoro pada to ja rozwijam się w kuchni ... kolejna inspiracja to coś do chleba . Taki ekskluzywny salceson z golonki ... wyrób własny . Pachnie super -czosnkiem, majerankiem , a jak smakuje ... 

polecam 😃

Antonina Krzysztoń - Perłowa Łódź


 

wtorek, 13 października 2020

W 528 rocznicę "odkrycia" Ameryki przez Krzysztofa Kolumba...

 


Jasnym jest dla myślących i raczej nie jest tajemnicą, że tacy jak Kolumb i ci wszyscy, którzy przyszli po nich na odkryte lądy, znęcali się nad tubylcami, grabili, mordowali ich, gwałcili, czynili z nich niewolników, poddawali procesom reedukacji i przymusowej asymilacji niszcząc unikalną kulturę rdzennych mieszkańców. Wypędzali ich z ziem, które należały do tamtejszych ludów przez tysiące lat i przywozili europejskie choroby, które dziesiątkowały tamtejsze populacje. Mimo to znamy tych ludzi z kart historii jako wielkich odkrywców, zdobywców, krzewicieli tego czy owego i jakoś nikt dotąd otwarcie nie nadał im miana protoplastów terroryzmu a ich samych nie nazwał terrorystami, ludobójcami. Do dziś w szkołach wpaja się kolejnym pokoleniom półprawdy, ćwierćprawdy w tej materii ... dziwne.

W zamian wpisywano ich nazwiska złotymi zgłoskami na kartach historii, stawiano im pomniki , ustanawiano ich święta.  

Można rzec, że stali się symbolami tego, że na piedestał stawiani są często przestępcy, a ofiary bywają zapominane.  Potrzeba było aż 528 lat by np. usunąć posągi Kolumba z przestrzeni publicznej, by wreszcie zakwestionować świętowanie jego dnia w  Ameryce.  

Śledząc współczesną rzeczywistość mam dziwne przeświadczenie, że niewiele się nauczyliśmy z przeszłości. No ale jak można się czegoś nauczyć jeśli nie stoi się w prawdzie, jeśli przekłamuje się własną historię, jeśli  pogodzenie się z trudną przeszłością sprawia narodom tyle trudności, kiedy nadal tak słabo nam idzie wyciąganie wniosków z błędów naszych przodków... z własnych błędów ...                    

STEPS

 


Miłego wtorku ...

 


W czasie deszczu dzieci się nudzą ?


 W czasie deszczu jak widać nie tylko dzieci się nudzą ... babciom też zaczyna odwalać . Nadmiar deszczu i jesiennej nostalgii zaowocował zwiększeniem mojej kreatywności w kuchni.  Dowodem są powyższe wypieki...babki piaskowe... własnoręcznie utarte w makutrze . Ucieranie takie to swoista pokuta za grzechy 😃 Oczywiście sama tego nie jem ...skosztowałam tylko kawałeczek by sprawdzić jak wyszły.   Po czym wykonałam dwa telefony do podręcznych /tzn tych co są blisko/  synów i.....                             po babkach babci Joli ani śladu... 😃   

                               Fajnie jest tak od czasu do czasu sprawić innym przyjemność...

Najnowszy wpis ...

Rozważania przy porannej kawie...

  Niby nic się nie zmieniło, a jednak nie tylko ja czuję, że jest inaczej. Siedzimy w domach, nałogowo czytamy, słuchamy wiadomości  na tema...

Popularne...