wtorek, 18 lutego 2020

Quo vadis homo...

                                                      Rzeźba A.Giacomettiego

Ludzie przestają wierzyć naukowcom bo..." przecież oni tak mają , od zawsze wietrzą , że czeka nas tzn ludzkość katastrofa". Osobiście mam wrażenie, że ludzkość traci instynkt samozachowawczy i pcha naszą cywilizację ku zagładzie.
Populacja każdego gatunku na planecie ma swoją liczbę krytyczną, po której przekroczeniu zaczyna być naprawdę ciasno. Możliwe , że to mocne uproszczenie, ale posłużę się przykładem jeszcze ze szkoły. W sali biologicznej stało terrarium ze świerszczami. Zniewolone owady nie miały nic innego do roboty poza jedzeniem i produkowaniem nowych pokoleń. I tak w błyskawicznym tempie z kilku świerszczy zrobiło się nam kilkaset. Z natury pokojowo usposobione owady pokazały nowe oblicze. Otóż zaczęły toczyć bratobójcze walki. Po to, by w szybkim tempie radykalnie zmniejszyć populację.
Zapewne znane wam są masowe śmierci lemingów. Gdy ich populacja przekracza bezpieczne dla ich przyszłości zagęszczenie, 
jakby traciły rozum...wybierają pewną śmierć w morskich odmętach. Po prostu płyną donikąd i tracą życie.
Tak sobie myślę, że z nami jest podobnie. Nasz gatunek też stoi na krawędzi zagłady , tracimy rozum i ochoczo pędzimy na spotkanie śmierci. Od lemingów różnimy się tym, że ich śmierć nie pociąga za sobą zagłady innych gatunków, my zaś ciągniemy za sobą cały żywy świat. Pozostajemy głusi na huk odpadających od lodowców gór lodowych, na ich szybkie topnienie, ślepi na pożary ogarniające lasy, zwane płucami Ziemi. Zawalamy świat plastikiem, zaśmiecamy, zadymiamy. Obojętni na ryk zarzynanych miliardów zwierząt, naszych braci zwanych mniejszymi.  Z lubością taplamy się w politycznych sporach, o zgrozo, znudzeni tym, co jako jedyne nam się udało – demokracją.Na całym świecie podnoszą się zaciśnięte w pięść dłonie. Jedne zbrojne w oręż, inne dzierżą mamonę. Jeszcze inne niosą straszne hasła znane z nie tak przecież znowu odległej wojennej przeszłości.Panoszy się nietolerancja, człowiek człowiekowi wilkiem. Poważnie obawiam się, że nasz gatunek właśnie zaczyna przekraczać liczbę krytyczną.  Kiedyś miałam nadzieję, wydawało mi się, że dojrzała i „cywilizowana” samoświadomość pozwoli ludzkości zminimalizować „koszty” ludzkiej egzystencji na Ziemi.  Bardzo się myliłam. A najgorsze jest to, że dochodzę do smutnego skądinąd wniosku, że zasługujemy na to, co nas czeka. 




Nouvelle Vague - Dance With Me


niedziela, 16 lutego 2020

Gdzie my żyjemy ???

"Szpital w Kielcach otrzymał relikwie Św Faustyny. Zamiast chemii czy naświetlania, chorzy będą mogli się modlić do kawałka kości. To dużo mniej inwazyjna i szkodliwa metoda zwalczania nowotworów. Ktoś powie, że nie działa? No cóż, przecież i tak każdy musi umrzeć. Bóg tak chciał..."



Taki wpis hula od kilku dni na Facebooku a ja się zastanawiam gdzie ja żyję ? Wiemy , że co roku na konto instytucji pt. KOŚCIÓŁ wpływają od państwa horrendalne kwoty, teraz słyszę , że  2 miliardy zł  PiS przyznało TVP czyli na propagandę zamiast na onkologię jak proponowała opozycja. Posłanka PiS Joanna Lichocka pokazuje środkowy palec nie tylko opozycji ale i suwerenowi. W tym tej części, która zmaga się z chorobą... a pacjenci co ...?  
PACJENCI dostają RELIKWIĘ !!! ???

Toż to jawna kpina !

sobota, 15 lutego 2020

Marek Dyjak - Miriam


Częste mycie skraca życie?


Widziałam i doświadczyłam już naprawdę wiele, ale jakoś nie mogę się przyzwyczaić do tego fetoru  jaki potrafi wydzielać człowiek.To nieprawda, że brzydko pachniemy tylko latem i tylko w autobusach i tramwajach. Cuchniemy w eleganckich biurowcach, ekskluzywnych klubach fitness , na drogich wczasach , w sklepach, w przychodniach i szpitalach przez cały rok. Nie wiem czy wczoraj to Walentynki były powodem tak intensywnego wydzielania "feromonów" przez  osobniki obu płci czy co , ale jedno jest pewne , że stercząc godzinami w kolejkach do coraz to innych gabinetów kilkakrotnie byłam bliska omdlenia lub zwymiotowania z powodu fetoru jaki wydzielały osoby , które przysiadły obok mnie na krześle , lub przedefilowały tuż przed moim nosem. To był obłęd. Mogę zrozumieć, że cuchnie menel, który nie mył się od tygodni, od miesięcy nie zmieniał "garnituru", ale dlaczego normalni ludzie, którzy mają dostęp do bieżącej wody i mydła oraz detergentów do prania odzieży nie korzystają z tych dobrodziejstw? Wystarczyłoby wejść na kilka minut pod prysznic, popsikać się antyperspirantem i częściej zmienić ubranie! Ale nie... wolą cuchnąć. Ukiszeni we własnym sosie pewnie już wcale nie czują własnego smrodu. Często ludzie, którzy na pierwszy rzut oka wydają się jako tako zadbani także rozsiewają wokół siebie powalającą aurę . Cuchnący problem dotyka wielu i to bez względu na wiek i płeć. 
Częste mycie skraca życie? Coś mi się wydaje, że wielu chyba nadal w to wierzy, bo z moich obserwacji wynika, że rzeczywiście z codziennym myciem jesteśmy mocno na bakier i nawet wizja rozbierania się  przed personelem medycznym jak widać, słychać i czuć ...nie jest wystarczającym motywatorem by zmienić podejście BRUDASA do osobistej higieny. 

Walentynki ...




Walentynki spędziłam na onkologii ... od rana wielogodzinne wystawanie pod drzwiami gabinetów w celu zrobienia wymaganych badań... i ostatecznie lekarz anestezjolog zamiast walentynkowych kwiatów wręczył mi kwalifikację do wszczepienia portu naczyniowego. Urządzenie w skrócie zwane portem to stały ,długoterminowy podskórny dostęp do żylnych naczyń krwionośnych. Składa się z komory z silikonową membraną, oraz dołączonego cewnika kończącego się w żyle głównej górnej w pobliżu jej ujścia do prawego przedsionka. Komora portu umieszczana jest najczęściej w okolicy podobojczykowej. Oczywiście teraz czeka mnie zabieg /w znieczuleniu miejscowym/ wszczepienia wyżej wymienionego i to odbędzie się 17.02.br.  Otrzymam ten port ponieważ jak pisałam ostatnio moje żyły na rękach zaprotestowały i nie mogłam przyjąć całej planowanej chemii. To urządzenie jeśli wierzyć zapewnieniom lekarzy ma  zwiększyć komfort leczenia oraz zminimalizować możliwe powikłania, wynikające z podawania do małych żył drażniących substancji. 

Jak widzicie Walentynki można spędzać na różne sposoby 😊
Mam nadzieję , że dzięki temu ustrojstwu nie będzie więcej żylnych  sensacji i moje leczenie ruszy z kopyta . 

poniedziałek, 10 lutego 2020

Michał Łanuszka - Staroświecko


Taki dzień dzisiaj...


albo wieje ...

                                   
                                     albo leje i wtedy jeszcze mocniej wieje .

Taimane - Fire


Taimane Tauiliili Bobby Gardner  (ur. 13 lutego 1989) pochodzi z Hawajów ,zaczęła grać na ukulele w wieku 5 lat. Dziś jest wirtuozem ukulele. Ta piękna dziewczyna posiada rozliczne talenty;komponuje , śpiewa, tańczy.  Jej imię w języku Samoa oznacza  diament.  Imię doskonale odzwierciedla różne aspekty jej natury. Niezależnie od tego, czy delikatnie biega palcami przez Bacha, czy radykalnie rozrywa Led Zeppelin, Taimane ma zdolność przekształcania gatunków - od klasycznego przez rockowy do flamenco - i rozciągania swojego instrumentu daleko poza znane melodie Hawajów, gdzie dorastała. Oprócz wykonywania własnych charakterystycznych wersji znanych utworów, Taimane tka oryginalne kompozycje, które są tak różnorodne, jak jej muzyczne upodobania...

Dorosłość wymaga...



Każdy z nas sam ponosi odpowiedzialność za swoje życie: to znaczy za swoje emocje, myśli, sens swojego życia. I jest w tym coś przerażającego, bo kiedy bierze się na siebie tę odpowiedzialność, to nagle człowiek konfrontuje się z własną samotnością. Nie może już nikogo obwiniać za życie, jakie prowadzi, za swoje wybory. Owszem,  dzieciństwo w określony sposób wpłynęło na nas i nas ukształtowało, ale gdy jesteśmy dorośli, przestaje to być wymówką. Tylko my ‒ i nikt inny! ponosimy odpowiedzialność za swoje życie. To jest ten punkt, w którym każdy człowiek musi dokonać egzystencjalnego wyboru: 
- czy chce wziąć na siebie tę odpowiedzialność, 
czy woli pozostać ofiarą?

niedziela, 9 lutego 2020

Björk - Oceania


"Oceania" to piosenka islandzkiej piosenkarki Björk, wydana jako promo z jej albumu Medúlla z 2004 roku. Utwór składa się wyłącznie z ludzkiego wokalu. Została napisana na ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w 2004 roku, gdzie Bjork wystąpiła natychmiast po Paradzie Narodów.

Björk śpiewa z punktu widzenia oceanu, który jest uważany za źródło życia Ocean przypomina ludziom, że jest nam potrzebny do przetrwania. Jako ocean, którego ciało pokrywa cały świat, kontynenty, na pozór masywne dla ludzi, stają się niczym innym, jak przedłużeniem ciała Matki Oceanii. Ocean jest zawsze taki, jaki jest, mimo że ludzie od wieków odchodzą i pojawiają się nowi.

Pojęcie czasu jest inne dla Oceanii niż dla ludzi. Ta część podkreśla, że ​​wszystkie żywe istoty pochodzą z oceanu, dlatego ocean i ludzie nadal są ze sobą połączeni. Ludzki pot jest słony, podobnie jak ocean (ludzka krew ma również 0,9% zawartość chlorku sodu).

Tekst stworzył 

niby szaro buro , ale jednak ładnie ...


Fotki własne ...z niedzielnego spaceru ...

Ładną wiosnę mamy tej zimy ...

Fotka z wczoraj ... piękne słońce, przebiśniegi kwitnące na potęgę ... a więc szaleństw pogodowych ciąg dalszy .

czwartek, 6 lutego 2020

Pomacajsie...


Rak i ja poznaliśmy się z końcem czerwca 2019 r. roku, to wtedy sama wymacałam sobie zmianę w piersi ,którą następnie potwierdziła mammografia a ostatecznie dookreślił wynik biopsji – komórki nowotworowe. Podejrzewałam taką diagnozę , ale i tak gdy ją usłyszałam...Szok, niedowierzanie. Jak widać do końca jak dziecko łudziłam się, że moja intuicja mnie zawodzi i to nie będzie to co przemknęło mi przez myśl, to czego bałam się nawet głośno nazwać .  Boże, znów mnie doświadczasz! Mało życiowych problemów , dramatów przeszłam? Czego jeszcze mam się nauczyć, że zsyłasz mi jeszcze nowotwór?  W mojej głowie kłębiły się myśli bardzo złe, ogarniał mnie lęk przed tym co mnie czeka. Nie potrafiłam spać, jeść, myśleć pozytywnie, rozmawiać... Myślałam tylko o tym, jak to będzie, jak długo jeszcze będę żyła! Byłam wściekła na los, że jest taki niesprawiedliwy, że znowu mi dowala. Pojawił się strach, lęk i straszne poczucie bezradności. Nagle straciłam kontrolę nad swoim życiem , moja "łódź " straciła sterowność .Wszystko w około mnie w pełnym rozkwicie- słońce , zieleń, kwiaty , rozwrzeszczane ptactwo ... bo to lato przecież.  I ja w tym wszystkim jak kwiatek na bagnie z tą jedną myślą, że to koniec mojej przygody tu, a przecież tu jest tak pięknie. Moi synowie usamodzielnili się , pozakładali rodziny , rodzą się kolejne wnuki .Miałam mieć wreszcie swój margines życia dla siebie. Cieszyć się nim , zagospodarować po swojemu.            A tu masz . Zamiast tego mam , ROMANS Z RAKIEM ...który ciągle jeszcze trwa.
Gdy pierwszy szok minął i oswoiłam się z faktami , nauczyłam się trafiać do właściwych budynków Centrum Onkologicznego,poruszać po tych niezliczonych korytarzach by trafić do właściwego gabinetu i naoglądałam się tej rzeszy błąkających się tam i koczujących pod wszystkimi możliwymi drzwiami ludzi z diagnozą NOWOTWÓR - poczułam, że strach i stawianie oporu na nic się zda. Z czasem zaczęłam nawiązywać kontakt z tymi przypadkowymi ludźmi. Rozmowy z nimi bardzo dużo mi dały. Zwłaszcza z tymi , którzy z pokorą ale i z godnością znoszą trudy leczenia .Zmieniłam więc i ja swoje podejście. Z pokorą zaakceptowałam fakty , bo przecież nie ja pierwsza i nie ostatnia choruję. Rak to choroba , którą na moje szczęście się leczy i to często z dobrym skutkiem. Jestem w rękach dobrych specjalistów , którym mogę ufać.  Wszyscy ci ludzie bardzo się starają bym przeszła cały proces leczenia możliwie komfortowo. W związku z tym podchodzę do procesu leczenia zadaniowo. Realizuję zadania , które zlecają lekarze i nie wybiegam myślami naprzód . Cieszę się tym co mam , każdym dniem, w którym czuję się dobrze i wierzę , że za jakiś czas wszystko wróci do normy i BĘDZIE DOBRZE.
Leczenie zaczęło się od operacji usunięcia guza z piersi z marginesem zdrowej tkanki, plus dwa węzły wartownicze. Na szczęście wszystko poszło gładko , zagoiłam się szybko, pierś jest nieco mniejsza, ale poza tym wygląda super . Lekarze się postarali. Moja sprawność ruchowa po tym zabiegu nie uległa pogorszeniu, więc już o tym nie pamiętam. Kolejne zadanie to przetrwać chemioterapię . Po pierwszej chemii czerwonej z przyjęciem której łączyły się późniejsze nieprzyjemne  dolegliwości, doszedł jeszcze istotny efekt uboczny... zaczęły garściami wyłazić włosy . Brzydziłam się samej siebie więc chwyciłam maszynkę i sama ogoliłam sobie głowę. O dziwo myślałam ,że będę cierpieć z tego powodu, a tu nie . Popatrzyłam sobie w oczy w tym lustrze i pierwsze co mi przyszło do głowy powiedziałam głośno. Zajebiście Jolka ! Taką też Cię lubię , jesteś piękna bo czy z włosami czy bez jesteś sobą .
Na następną chemię pojechałam z łysą głową i bez problemu poruszałam się po korytarzach bez żadnego nakrycia . Wyszłam z założenia, że tu są tacy sami ludzie jak ja ... różnimy się tylko tym , że jedni są jeszcze przed wyłysieniem  inni już wyłysieli tylko starają się bardzo to ukryć . A to oznacza , że nie pogodzili się z tym co ich spotkało. Nie zrozumieli jeszcze , że to nie jest żaden wstyd , że nie są niczemu winni ...po prostu chorujemy ... Nikt z nas nie ma wyboru na co zachoruje .
Kolejna chemia i kolejna niespodzianka .  Wyniki z krwi dobre , osłuchowo też ok . Proszę iść na chemię . Tym czasem gdy tylko zaczęto podawać mi drugą chemię po chwili wystąpił problem ,zaczęłam się uczulać , moje żyły na dłoniach odmawiały współpracy. Przerwano więc podawanie , ręce obłożono lodowymi kompresami i po kilku godzinach oczekiwania lekarz zlecił zainstalowanie stałego portu gdzieś w okolicy szyi podłączonego do jakieś większej arterii żylnej  i dopiero wtedy będę mogła przyjąć następną chemię. A to wiąże się z dodatkowymi dwoma wyjazdami i w konsekwencji wydłużeniem cyklu przyjmowania chemii czerwonej . Po której będzie tyle samo chemii białej. Jak widać pokora , jest nieodzowna w procesie leczenia. Trzeba się pogodzić , że to twój organizm decyduje co i jak będzie a ty sama nie masz tu nic do gadania i niczego nie przyspieszysz. Musisz uzbroić się w cierpliwość,  zachować spokój i wiarę , że wszystko minie i będzie dobrze.
Nigdy nie zadawałam sobie pytania DLACZEGO ja? Pytałam raczej PO CO? Dziś już wiem – żeby inaczej spojrzeć na życie, jeszcze bardziej docenić je i pamiętać o tym co NAPRAWDĘ w nim ważne, nauczyć się cierpliwości , której mi zawsze brakowało, ćwiczyć pokorę, nauczyć się przyjmować pomoc  ... dlatego nie poddaję się!   W głowie mam pełno planów i marzeń.  I tak jak już pisałam , że w 2020 Roku będę szczęśliwą kobietą, choćbym kuźwa miała sobie   to szczęście narysować . To tak będzie .
Wybaczcie , że będę tu od czasu do czasu pisać o przebiegu procesu leczenia , moich przemyśleniach na temat choroby. Bo to działa  w jakimś sensie terapeutycznie na mnie samą . Przecież na razie nie wiem jeszcze, jak zakończy się moja droga. Piszę to jednak z nadzieją, że kiedyś będę mogła dokończyć ten rozdział wiadomością , że jestem ZDROWA.  Poza tym mam nadzieję, że moje słowa staną się paliwem napędowym do działania dla innych. Nie poddawajcie się, mimo kłód pod nogami. To wasze życie, więc spełniajcie swoje marzenia!
                                 BADAJCIE SIĘ! MACAJCIE SIĘ!                                                         NIE PODDAWAJCIE SIĘ!

wtorek, 4 lutego 2020

Hindi Zahra - Stand Up


Jutro kolejna chemia ...


A zatem zmienność, w przypadku kameleona, jest jego wartością stałą. Kameleon zmienny jest kameleonem stałym. Zmienność zatem jest lub bywa - stałością.   /Agnieszka Osiecka /

 Mam nadzieję ,że w moim przypadku zmienność będzie tylko zmiennością, chwilową zmiennością ... Pozdrawiam wszystkich 🥰😘

Popularne...